Leszek Cichy: Kiedyś kupowało się wszystkie książki o górach

cichy_leszekLeszek Cichy przyznaje, że książki, które na wyprawach pożyczał od starszych kolegów i czytał powodowały, że wyjazd w Himalaje był nie tylko ekstremalnym doświadczeniem sportowym, ale także rozwijającym doświadczeniem życiowym. „Na wyprawy każdy zabierał swoją książkę i wymiana tych książek była jak wymiana doświadczeń”. Sprawdźcie, o jakich lekturach opowiada i które poleca pierwszy zimowy zdobywca Everestu.

Czy spisze pan w formie książki własne wspomnienia?

Nie wiem, czy mam aż tyle nowego do dodania. Powstało bardzo wiele książek dobrych, bardzo szczerych, czasem wręcz można powiedzieć ekshibicjonistycznych. Tak otwartych, że trudno byłoby to przebić. Dzisiaj na rynku można też dostać album o każdych górach.  Więc raczej nowej książki dokładać nie będę, za to bardzo cenię sobie spotkania z publicznością. Może trafia się do mniejszego grona ludzi, ale są to ludzie naprawdę zainteresowani. Można wtedy przekazać swoje emocje i wspomnienia. Wydaje mi się, że takimi spotkaniami zostawiam po sobie więcej śladów niż gdybym napisał książkę.

Chętnie pan pisze wstępy do cudzych książek, to chyba przyjemne?

I tak i nie. Trzeba znaleźć jakiś klucz do takiego tekstu. Długo się zastanawiałem, co napisać we wstępie do książki „Zaginiony” Conrada Ankera i Davida Robertsa, efekt końcowy mnie się podoba i wydawnictwo też od razu zaakceptowało, ale trzeba by zapytać samych autorów.

Kiedyś czytało się więcej książek górskich?

Na pewno o wiele więcej ich teraz wychodzi. Wydaje mi się, że kiedyś środowisko ludzi gór kupowało absolutnie wszystkie książki o górach, które wychodziły.  W drugiej połowie lat 90. zaczęto ich wydawać tyle, że już nikt nie był w stanie sobie na to pozwolić.

To proszę opowiedzieć o swoich lekturach górskich…

moje-goryPierwszą książką, w której się tak zaczytywałam, że poszczególne kartki były oddzielnie to „Moje góry” Waltera Bonattiego. Wciąż mam tę książkę, znalazłem na strychu. Z moim partnerem Tomkiem Czarskim wyrwaliśmy niektóre zdjęcia. Bonatti na wschodniej ścianie Grand Capucin – z tamtym opisem znaleźliśmy się w ścianie. Inne pomysły, które wzięły się z tej książki to północna ściana Matterhornu.

Na pewno książki, do których się wraca to twórczość Janka Długosza. To literatura, którą wciąż się czyta, ale już nie budzi takich emocji jak w latach 80.

miejsce-przy-stoleJeśli zaś ktoś chciałby poznać klimat lat 70. i wcześniejszych, to bardzo polecam Andrzeja Wilczkowskiego „Miejsce przy stole”. To książka pełna anegdotek, która świetnie oddaje charakter tamtych czasów. I jest bardzo ceniona wśród polskich taterników i alpinistów. Odnosi się do poszczególnych postaci, dobrze rozpoznawalnych w naszych czasach, więc my wiedzieliśmy, o kogo chodzi – u młodych ludzi, którzy nie kojarzą postaci Druciarza, Długosza – może już nie budzić takich emocji. Ale dla naszego pokolenia była absolutnie kultowa! Tak jak Jan A. Szczepański napisał historię przedwojenną, tak Wilczkowski napisał historię polskiego taternictwa powojennego. Jest super ciekawa.

npz

Sporo ciekawostek jest w książkach Anki Czerwińskiej z serii „GórFanka”. Może są napisane trochę szybko, ale oddaje koloryt środowiska w Tatrach, Alpach i Himalajach.  To też pozycje do poczytania.

Jeszcze jedna książka, która miała dla mnie duże znaczenie to „Niepotrzebne zwycięstwa” Lionela Terraya, bardzo dobra książka. Na początku ważne były też dla mnie książki słabsze literacko, ale za to takie, które opisywały konkretne wyprawy. Idealne na czas przed wyprawą, żeby nabrać wyobrażeń, jak to w tych Himalajach jest, jaka technologia, jakie przeżycia… Pamiętam na przykład taką książkę Jeana Franco „Makalu”. Nie zawiera żadnych dramatycznych historii, ale pamiętam konkluzję z tej książki. Któryś z dziennikarzy spytał Jeana Franco, żeby opowiedział właśnie coś dramatycznego, co się wydarzyło na tej wyprawie. A on powiedział, że wyprawa była tak świetnie zorganizowana, że nawet nic się nie zdarzyło dramatycznego. Po prostu pojechaliśmy i zdobyliśmy piąty szczyt Ziemi. Wtedy wydawało mi się, że to świetna pointa i że tak powinna być zorganizowana polska wyprawa; żeby wszystkie cele zostały osiągnięte, a na koniec można były powiedzieć, że wszystko było tak zorganizowane, że nic złego się nie zdarzyło.

Reasumując:

  • „Moje góry” Walter Bonatti
  • „Miejsce przy stole” Andrzej Wilczkowski
  • „Niepotrzebne zwycięstwa” Lionel Terray
  • „Makalu” Jean Franco

 


Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

UWAGA! Jeśli chcesz odpowiedzieć na wybrany komentarz kliknij przycisk "Odpowiedz" znajdujący się bezpośrednio pod tym komentarzem.

Komentarz

Możesz użyć następujących tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>