Bernadette McDonald: Polska mi się nie nudzi, ciągle się jej uczę

BernadetteKanadyjska pisarka Bernadette McDonald zyskała w Polsce sympatię i sławę dzięki książce „Freedom Climbers” („Ucieczka na szczyt”), choć o górach pisała już znaczenie wcześniej. Bernadette – wieloletnia dyrektor Festiwalu w Banff – jest także ekspertem w zakresie promowanie kultury górskiej. W ostatnim czasie o kulisach powstania „Freedom Climbers” opowiadała na dwóch festiwalach: w Krakowie i Warszawie. Przy okazji udało mi się ją też podpytać m.in. o kondycję literatury górskiej.

Jak wspominałam okazji do spotkania z Bernadette McDonald w Polsce było kilka. Dwa ostatnie podczas 10. Krakowskiego Festiwalu Górskiego i na 9. Warszawskim Przeglądzie Filmów Górskich. Pisarka wystąpiła na tych imprezach z prelekcją „Polski himalaizm w oczach Zachodu” opowiadając, jak doszło do tego, że ona, „osoba z Kanady, która nigdy nie przekroczyła wysokości 6 tys. metrów zainteresowała się polskimi zdobywcami najwyższych gór świata”.

bernadette-prelekcja

Wielką niespodziankę podczas krakowskiego festiwalu zrobił Bernadette, ale przede wszystkim publiczności Wojtek Kurtyka, który zgodził się pisarkę zapowiedzieć, zdradzając przy tym jeden z jej „sekretów”:

Dlaczego jest dla mnie wielką przyjemnością i zaszczytem przywitać tutaj Bernadette? Cóż, czuje się zaszczyt, gdy spotyka się kogoś, kto swoim życiem i swoimi osiągnięciami reprezentuje coś szczególnego, co jest nam bliskie; coś bardzo dobrego albo głęboko mądrego. I takie rzeczy znajduję w owocach życia Bernadette. My Polacy zauważamy w niej przede wszystkim talent i osiągnięcia literackie. Zaryzykuję stwierdzenie, że jest ona w ostatnich latach najczęściej nagradzaną pisarką górską. Oczywiście mamy świadomość, czym jest jej książką pod znamiennym tytułem „Freedom Climbers” znana w Polsce pod mniej znamiennym „Ucieczka na szczyt”. Książka ta zgarnęła praktycznie wszystko, co było do zgarnięcia w światowej literaturze górskiej. Książki Bernadette znajdują niezwykły oddźwięk we wszystkich sferach kulturowych: w Stanach Zjednoczonych, w Zachodniej Europie, nawet w Indiach. To samo dotyczy jej książki „Tomasz Humar”. Ale Bernadette jest nie tylko wybitną pisarką, już znaczenie wcześniej stała się jednym z najlepszych na świecie kreatorów i animatorów tzw. kultury górskiej. Być może jest nawet współautorem istniejącego w świadomości środowiska określenia „mountain culture”. Stworzyła imponujące centrum kultury w Banff, gdzie przez wiele lat kierowała festiwalem, chyba najwybitniejszym jeśli chodzi o film górski na świecie. To tu przyznawana jest jedna z najważniejszych nagród w literaturze górskiej, organizowane są warsztaty fotografii górskiej. Jednym słowem stoi przed nami ktoś, kto w swojej dziedzinie jest gwiazdą. (…)

Kurtyka-kfg

Wojciech Kurtyka na scenie 10. KFG (fot. Adam Kokot/KFG)

Ale dla mnie Bernadette ze swoją wybitnością publiczną jest kimś specjalnym. Od pierwszego kontaktu z nią uderza mnie pewna sprawa, mianowicie zdumiewająca bezinteresowność w wyzwaniach artystycznych i jej życiu publicznym. Bo jak nazwać próbę napisania książki o prawie już wymarłym pokoleniu Polaków z lat 80. , książki o dinozaurach? O pokoleniu wspinaczy siemierżno-zaciężnych, którzy wcale nie rzucali się w oczy w mediach światowych i nie uderzali swoją efektownością. A jednak Bernadette podejmuje ten temat. W sensie marketingowym był on z góry skazany na klęskę. Już na etapie prób znalezienia wydawcy, tak wybitne wydawnictwa jak Patagonia czy National Geographic rozłożyły ręce. Fajna książka, ale jak ją sprzedać? Tymczasem książka skazana na niepowodzenia znalazła tylu czytelników na świecie. Skąd się bierze charyzma autorki?

Moim zdaniem stoi za tym wielka przyjaźń i życzliwość Bernadette dla całego świata. Ona sama mówi, że relacje z ludźmi są największą satysfakcją w jej życiu. W tej jej wielkiej przyjaźni i życzliwości wobec świata tkwi jej inny dar: wielka łatwość wydobywania od swoich rozmówców rzeczy, których nikt inny nie byłby w stanie wydobyć. Ma cechę magiczną dobrej wróżki, która powoduje, że ludzie się jej zwierzają. Sam tego doświadczyłem podczas wielogodzinnej rozmowy na potrzeby „Freedom Climbers”. Pod koniec tej rozmowy zacząłem się czuć zakłopotany, a nawet zirytowany, bo zacząłem paplać i paplać grubo więcej niżbym chciał. Ale nie żałuję tej szczerości, bo trafiła na osobę rzetelną i uczciwą. Ale teraz korci mnie, żeby wziąć na Bernadette rewanż, dokonać pewnej drobnej zemsty właśnie za ten urok dobrej wróżki, który na mnie rzucała. Niech sobie nie myśli, że tylko ona potrafi wydobywać z ludzi różne rzeczy.

Tak patrzę na tę prominentną osobę, obserwuję, jak przyjmuje różne nagrody i coś mi nie gra. Przyjmuje je, cieszy się nimi, ale do licha, tak naprawdę ukręca jakieś inne dziwne sprawy. Tygodniami jest zajęta i podekscytowana udanymi albo nieudanymi zbiorami ziemniaków i cukinii w jej ogrodzie w Dolinie Okanagan albo przeżywa jakiegoś grzechotnika, który śpi na słońcu w kącie działki albo obserwuje jakieś ptaszydła szybujące nad jej domem. Jednym słowem – zastanawiam się, czy jest sens przyznawać jej nagrody, jak ona ma taką hierarchię wartości? Zastanawiam się. Pewnie sama wam o tym nie powie, bo wróżki, nawet dobre, bywają dyskretne.

Wzięłam tę dyskretną wróżkę na spytki, co faktycznie jest sztuką niełatwą, za to dostałam magiczne pozdrowienia.

Nie masz Polski już dość? Gościsz na większości festiwali górskich i w kółko opowiadasz o tym samym, wielkich polskich wspinaczach?

Ani trochę. Ten temat wciąż mnie fascynuje, a środowisko górskie jest w Polsce liczne i bardzo zainteresowane historią himalaizmu. Poznałam mu wielu wspaniałych przyjaciół. W ogóle nie nudzę się przyjeżdżając stale do Polski. To raczej mój mąż, który zostaje w domu, może mieć jakieś zastrzeżenia do moich częstych wyjazdów do Waszego kraju, ja nie mam żadnych.

Które miejsce urzekło Cię najbardziej?

Trudno porównywać festiwale górskie, na których byłam w Polsce, ponieważ każdy jest inny i ma swoją specyfikę. Hmmm oczywiście bardzo lubię Zakopane, ponieważ jest w górach, ale urzekł mnie Kraków – znam go trochę lepiej niż Warszawę, ponieważ spędziłam tam więcej czasu. W Krakowie łatwiej jest wyjść pospacerować, a ja uwielbiam spacerować.

 Nie masz tremy mówić przed Polakami o fragmencie polskiej historii?

Jest to trochę stresujące, oczywiście nie wiem wszystkiego o polskiej historii, nie jestem Polką. Za to każdy przyjazd jest dla mnie nowym doświadczeniem i okazją do nauki. W Warszawie odwiedziłam dzisiaj dwa muzea i moja głowa pęka od nowych informacji i idei, a te pociągają za sobą lepsze zrozumienie Polski. Za każdym razem zaopatruję się też w nowe książki. Dla mnie moje prelekcje to proces ciągłej nauki.

 Wiele książek, z których korzystałaś nigdy nie została wydana po angielsku, jak sobie z tym poradziłaś?

Pomagała mi młoda osoba wywodząca się z polsko-kanadyjskiej rodziny, która poza tym, że zna język również się wspina. Zatrudniłam ją do tłumaczenia dla mnie tych książek – czytała je już po angielsku, a ja robiłam notatki na komputerze. Pracowałyśmy tak całą zimę.

Duża determinacja.

O tak, ale skoro te materiały już istniały po polsku, to głupotą było się z nimi nie zapoznać. Zwłaszcza, że przetłumaczenie to niewielka bariera.

 Który z bohaterów „Freedom Climbers” jest Ci najbliższy. No dobra, wiem, że Wanda, da się to wyczytać, ale właściwie dlaczego?

W pewnym stopniu dlatego, że też była kobietą. Ale prawda jest taka, że byłam nią zafascynowana, oczarowana i bardzo mocno zainspirowana. Kiedy zaczęłam pracę nad książką, miałam pewne wyobrażenie na temat tego, jak powinna się rozwijać historia Wandy. I bardzo chciałam, żeby właśnie tak się rozwijała. Stało się jednak inaczej, ponieważ jak się miałam przekonać jej życie było pełne tragedii – nie tylko śmierć, ale również życie takie było. Stąd moja trudność w pisaniu o Wandzie – nie takiego losu dla niej chciałam.

 Miałyście okazję się spotkać.

Tak, nie tylko ją poznałam, ale też korespondowałyśmy. Wtedy jeszcze nie myślałam o książce. Nie powiedziałabym, że znałam ją bardzo dobrze, ale na pewno mogę powiedzieć, że ją znałam. Kiedy się spotkałyśmy była mocno skupiona na swoim projekcie Karawany Marzeń.

Co możesz powiedzieć o książkach górskich w ogóle? Odnoszę wrażenie, że pod względem tłumaczenia i redakcji są traktowane po macoszemu, wydawane zbyt szybko. Wydawca liczy, że sprzeda się opisana w nich przygoda, a już sam opis nie musi być wartościową literaturą?

Myślę, że trzeba nad tym trochę popracować. Faktycznie nie wszystkie górskie książki aspirują do bycia literaturą, wiele z nich to tylko zapis pewnych górskich dokonań. Ale z drugiej strony jest wielu autorów książek górskich, a wśród nich sami wspinacze, którzy poświęcają dużo czasu i dokładają starań, żeby wykonać pisarską robotę dobrze. Niektórzy nawet biorą lekcje pisania. Myślę, że powinnaś podkreślać na swoim blogu, jak ważne jest dobre tłumaczenie, jeśli książka oryginalnie nie była po polsku, lub w przypadku książek polskich – jak ważny jest proces redagowania. Po napisaniu książka powinna być redagowana, redagowana i jeszcze raz redagowana aż do momentu, gdy efekt finalny będzie bardzo dobry.

Z drugiej strony doczekaliśmy się niesamowitego rozkwitu filmu górskiego, jako wieloletni kierownik festiwalu filmów górskich musisz przyznać, że poziom górskich filmów bardzo się podniósł, a konkurencja jest ogromna.

Kino górskie faktycznie jest coraz lepsze. Dopiero co byłam członkiem jury konkursu filmowego podczas Krakowskiego Festiwalu Górskiego i potencjał jest ogromny. Wiadomo, że ma też związek z rozwojem technologii, ale najbardziej podoba mi się, że twórcy filmów górskich zaczęli się koncentrować na tym, żeby film miał dobrą fabułę, żeby opowiadał dobrą historię, a nie tylko sportowe wyczyny.

Dałaś nam książkę o polskim himalaizmie, ale jeśli mam być szczera – ja nie wiem nic o wspinaczach z Kanady. Gdybym mogła choć w małym stopniu się odwdzięczyć za Twoją pracę w promowaniu osiągnięć naszych wspinaczy, od czego powinnam zacząć?

Byłoby to cudowne, ale niestety Kanada nie ma aż tak bogatej historii alpinizmu, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę Himalaje. Na pewno dużo można by mówić o wspinaczce w Ameryce Północnej i Południowej – tutaj kanadyjscy wspinaczce zapisali się na kartach historii. Tak się jednak złożyło, że mnie zawsze pociągały Himalaje i bliżej mi było do pisania o Polakach. Sama nie wiem, dlaczego nie opisuję historii wspinaczki w Kanadzie, a skupiam się na innych miejscach i ludziach – jak choć Tomas Humar czy mieszkająca w Kathmandu Elizabeth Hawley. Może Ty to opiszesz?

Ale wciąż nie powiedziałaś mi od czego zacząć?

To zacznij od Berry’ego Blancharda. To będzie najlepszy punkt wyjścia.

Aha, jeszcze rzecz ostatnia. W Krakowie Wojtek Kurtyka urządził sobie małą zemstę na Tobie. O co chodzi z tymi ziemniakami i cukiniami?

Pytasz, jaka jest historia z ziemniakami? Popełniałam błąd polegający na tym, że pewnego razu opowiedziałam Wojtkowi o moim ogrodzie, ale tylko dlatego, że sam też lubi ogrody. Opowiedziałam mu o moich ziemniakach, bo faktycznie był to niezwykle dobry rok dla ziemniaków. Wygląda na to, że miał swoją zemstę.

Bernadette-pozdrowienia

Jeśli ktoś jeszcze nie czytał „Ucieczki na szczyt” lub nie mam wydania II poprawionego, zapraszam na stronę facebookową. Od jutra rusza konkurs, a do wygrania egzemplarz z dedykacją!

bernadette-warszawa

Warszawski Przegląd Filmów Górskich Fot. Robert Kielak / Bartek Tofel

 


Tagi: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

UWAGA! Jeśli chcesz odpowiedzieć na wybrany komentarz kliknij przycisk "Odpowiedz" znajdujący się bezpośrednio pod tym komentarzem.

Komentarz

Możesz użyć następujących tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>